Opinie z prowincji

Wpis

środa, 21 października 2015

Kandydaci

Mimo brzydkiej pogody musiałam wczoraj trochę "pobiegać" po mieście i pozałatwiać parę spraw, których nie dało się odłożyć na później. To "pobiegać" było w sensie dość dosłownym, bo miałam wszystko do załatwienia w centrum, więc nie opłacało się podjeżdżać samochodem. Zbyt długo trwałoby znalezienie miejsca do zaparkowania i zapewne nie byłoby to pod drzwiami sklepu czy kontrahenta, więc wolałam się przejść. Przy tej okazji miałam sposobność popatrzeć na plakaty przedwyborcze, przemoczone i wiszące zwykle na jakichś dyktach przyczepionych do kolejnych słupów, żeby przechodzący czy przejeżdżający dobrze zapamiętali nazwisko kandydata. I tu zadanie takiej reklamy zostało spełnione - zapamiętałam. Powiem więcej, był czas, gdy wynajmowaliśmy mieszkanie w centrum i do pracy chodziłam na piechotę, bo tak było szybciej (biorąc pod uwagę czas stania w korkach), no i zdrowiej po tylu godzinach siedzenia za biurkiem. Wtedy oczywiście też bywały wybory i też na słupach wieszano plakaty, które o dziwo do dziś pamiętam (przynajmniej niektóre). I z tamtych, jakby nie patrzeć dość odległych czasów pamiętam plakaty tych samych osób, które wiszą dziś. A najśmieszniejsze jest to, że te osoby znam tylko i wyłącznie z plakatów przedwyborczych. Ani razu nie spotkałam się z ich wypowiedziami w mediach, z firmowaniem jakichś rozwiązań, projektów, propozycji, choć zapewne każdy prowadzi jakiegoś twittera i FB (a jakże, nakręcają te dziwne media, które nie odprowadzają u nas podatków, mimo że oficjalnie wszystkie partie się na to burzą) chwaląc się gdzie akurat jest, co robi i co sądzi o konkurencji politycznej. Ale przecież nie po to ich wybieramy. Ja jednak nie znam żadnej ich aktywności politycznej. Dla mnie są to typowe osoby, które w rubryce zawód mogą wpisać: parlamentarzysta i które najchętniej przegłosowałyby przedłużenie kadencji sejmu np. na 10 lat, bo przecież walczymy ze śmieciówkami i z wszelkiego rodzaju krótkoterminowymi umowami, więc dlaczego wybrańcy narodu mieliby pracować tylko przez 4 lata? Zastanawiam się czy kadencyjność parlamentarzystów nie powinna być ograniczona tak jak kadencyjność prezydenta... Za 4 dni więc kolejne wybory, sądząc po plakatach przedwyborczych, z tymi samymi kandydatami, których trudno ocenić przez pryzmat ich pracy.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
madga123
Czas publikacji:
środa, 21 października 2015 10:54

Polecane wpisy